poniedziałek, 18 czerwca 2012

piątek, 25 maja 2012

Życzenia.

Czyś ty dziewczyna skina
Czyś ty jest ojciec panka
Najważniejsza
Najważniejsza jest rodzina
A. Andrus


Składam serdeczne życzenia wszystkim Mamom z okazji Ich Święta :-).

wtorek, 22 maja 2012

Polsat Sport analogowo w całej Polsce?

W sobotę między 20:00 a 05:00 Polsat retransmitował Polsat Sport, tylko bez jego loga. Dlaczego tak uważam? Bo w sobotę stacja wyemitowała kolejno:
20:00 - ok. 00:20 Finał Ligi Mistrzów
ok. 00:20 - ok. 03:00 Galę Boksu Zawodowego z Kopenhagi
ok. 03:00 - ok. 05:20 Mecz Siatkówki Polska - Brazylia (?)
Wszytko Live. I w ten sposób powinna wyglądać telewizja podczas takich wydarzeń.

sobota, 19 maja 2012

Znowu miałem dłuższą przerwę w pisaniu spowodowaną wyjazdem do Rabki. Relacja z tej wycieczki w najbliższym czasie na blogu (o, właśnie sobie przypomniałem, że obiecałem relację z Zakopca, ale o tym zapomniałem. Sorry...).

piątek, 11 maja 2012

Władca podaje ciśnienie

Książe Karol na 60-lecie szkockiego BBC pojawił się w studiu i poprowadził pogodę. Żeby tak kiedyś Komorowski poprowadził Wiadomości... :-)

Ekonomia

Ostatnio trochę porzuciłem ekonomię. Może są jakieś pojęcia, których wyjaśnienie chętnie byście przeczytali?

Muzyka wybrana przez autora tego bloga (cz.2)

http://lp3.polskieradio.pl/notowania/ - wszystkie stąd są dobre.

Życie radiowca jest ciekawe (cz.2) - Wałkuski, podaj czas!

Czas: Sylwester i pierwszy stycznia rano w 1993 roku.
Miejsce: Studio Trójki, Reżyserka
Bohaterzy: red. Marek Wałkuski, re. Barbara Głuszczak.

Redaktor Wałkuski został wpisany do grafiku audycji porannej pierwszego stycznia 1993 roku, o czym dowiedział się dwa dni wcześniej. Jednak zdążył w międzyczasie zaprosić gości i rozpocząć organizację imprezy sylwestrowej we własnym domu. Nie dało się jej odwołać, więc redaktor przetrwał na imprezie do 5 rano i przeniósł się do studia w stanie uniemożliwiającym racjonalne prowadzenie audycji. Realizatorka, śp. p. Głuszczak puszczała więc trzy piosenki i wrzeszczała przez interkom "Wałkuski podaj czas!".
- Siódma dwadzieścia - i redaktor spał dalej. Trzy piosenki - znów czas... I tak trwało przez trzy godziny. I nikt nie zauważył, ówczesna dyrekcja stacji dowiedziała się o tym dopiero w 2012 roku.

Źródło - odcinek 84 "Trójki z dżemem - palce lizać".

środa, 9 maja 2012

Życie radiowca jest ciekawe (cz.1) - Ku*wa mać!

Co jakiś czas na blogu będę wstawiał kolejne historyjki z życia radiowej Trójki.


Czas: chwilę przed Serwisem Trójki i sam Serwis Trójki, rok 1999.
Miejsce: poligon wojskowy gdzieś w Polsce, reżyserka Trójki, studio.
Bohaterzy: rep. Tomasz Jeleński, kol. w studiu, nowy system komputerowy, dzi. Jarosław Kuźniar, dzi. Małgorzata Maliborska

Reporterów, w tym p. Jeleńskiego, przewieziono na jakiś poligon wojskowy gdzieś w Polsce celem konferencji prasowej. Jako że zbliżała się pełna godzina, trzeba było nadać relację do kol. w studiu. Reporter wszedł więc na pagórek, skąd połączył się z kol. i zaczął nadawać (na taśmę). "Rocznie 6 tysięcy żołnierzy zawodowych będzie odchodziło z wojska. Według ministra Komorowskiego (tak, aktualnego prezydenta) zmiejszone lub zlikwidowane będą te garnizony, którym zmalało zmniejszenie obronne. Żołnierzy będzie mniej, ale mają więcej zarabiać, nawet do dwukrotnej pensji w budżetówce." W pewnym momencie jednak na wysokości swojej głowy reporter zobaczył cień śmigła, tak więc w celu niezgilotynowania wykonał komendę "padnij", a nadał "Zmniejszenie liczby garnizonów... k*rwa mać!". Niby wszystko nagrane, wystarczy wyciąć i tak zrobiono. Pech jednak chciał, że wprowadzano wtedy do radia nowy system komputerowy, który zamienił relacje, tak więc w eterze pojawiła się wersja z dobitnym komentarzem o zmniejszeniu liczby garnizonów. Po epitecie nastąpiła szybka reakcja w studiu: "Przykro nam bardzo, przepraszamy za tę taśmę, jest niezmontowana, korespondencja w następnym serwisie". W tle słychać było dzi. Jarosława, który spadł pod stół w studiu, turlał się i śmiał. Po emisji tego serwisu reporter musiał tłumaczyć się i przed dyrekcją stacji, i przed wysokimi dostojnikami wojskowymi.

Źródło - odcinek 84 "Trójki z dżemem - palce lizać".

sobota, 5 maja 2012

I hate shops!

Nieodwołalnie, całkowicie i bez odstępstw nie cierpię dużych sklepów. Dużych, to jest supermarketów. Dzisiaj byłem w jednym i wolałbym tam nie być. Światła, rycząca muzyka, reklamy, "mamusiu, kup mi!"... Nie na moje nerwy.

czwartek, 3 maja 2012

Ostatnio nie pisałem, byłem w Zakopanym i niestety nie miałem dostępu do internetu. Relacja z mojego pobytu pojawi się na blogu w najbliższym czasie.

sobota, 28 kwietnia 2012

Euro (-) 2012 protestów

Może nikt nie zauważył, ale podczas Euro 2012 będą organizowane przynajmniej takie protesty (z głowy, ma być więcej):
- Przeciw wysokim cenom paliw
- Przeciw nie otrzymaniu miejsca na MUX przez Trwam
- Przeciw za wysokim opłatom na A2
- Przeciw PZPN
- Przeciw zbyt niskiej jakości opieki zdrowotnej
- Przeciw ubóstwie
- Przeciw niszczeniu siedlisk jakiegoś tam zwierzęcia (WWF)...
... i Warszawa stanie się miastem protestów.

/prośba/

Zachęcam Was do słuchania radia. Najlepiej Trójki, ale każde będzie dobre. Jest lepsze od telewizji, rozwija wyobraźnie...

Mały może dużo...

Na nowojorskim lotnisku LaGuardia 14-miesięczny szczeniak psa gończego Byrdie podczas załadunku do samolotu (jako bagaż do luku) uwolnił się z klatki i biegał po pasie startowym, paraliżując tym ruch lotniska. Ważący 13 kilogramów rozbrykany pies gończy nie był co prawda agresywny, ale próbującym go złapać pracownikom lotniska dał niezły wycisk. Imali się więc różnych sposobów, by go dopaść. Prosili. Ganiali. Starali się nawet uspokoić psiaka, podchodząc do niego na czworakach. Wszystko na nic. Po kilku minutach gonitwy, sfrustrowana obsługa lotniska uznała swoją porażkę i odnalazła 26-letnią właścicielkę psiaka, która nie wiedząc o przygodach swego pupila, spokojnie czekała na opóźniony start do Memphis. Psią panią zawieziono w miejsce, gdzie pies czekał już otoczony przez pracowników, którzy nie chcieli dopuścić do tego, by sympatyczny futrzak został wciągnięty do silników stojących w pobliżu odrzutowców.
- Byłam zdziwiona, że zdołał dobiec tak daleko, ponieważ samochodem było to dobrych kilka chwil jazdy - opowiadała Austin Varner w rozmowie z reporterem dziennika The New York Post, cytowanej przez Rzeczpospolitą.
Na widok swojej pani Byrdie natychmiast do niej przybiegł. Został zamknięty w klatce, którą dodatkowo zabezpieczono. Piesek i jego właścicielka wystartowali w końcu z Nowego Jorku z dwudziestominutowym opóźnieniem.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Klimat a dyskryminacja kobiet

"Rzeczpospolita" opublikowała ciekawą informację. Otóż... Parlament Europejski uznał, że zmiana klimatu nasila dyskryminację kobiet! PE zaapelował też do krajów członkowskich o "uwzględnienie aspektów płci w strategiach na rzecz przeciwdziałania klęskom żywiołowym, takich jak globalne ocieplenie", a także o "promowanie upodmiotowania kobiet i ich uświadamianie poprzez budowanie potencjału przed katastrofami związanymi z klimatem". 

Co niby ma klimat do dyskryminacji kobiet? Tylko to, że autorem tej rezolucji jest ta sama europosłanka, która wcześniej próbowała wprowadzić ustawę zakazującą zwiększaniu się dziury ozonowej. Ciekawe, jakby ją ukarała :-).

środa, 25 kwietnia 2012

Egzaminy

Wczoraj, dziś i jutro są egzaminy gimnazjalne. W związku z tym mam więcej czasu, bo nie chodzę do szkoły i całe dnie siedzę w domu. Tylko co robić samemu w domu?

wtorek, 24 kwietnia 2012

Berlin

 Brama Brandenburska, jeden z najpopularniejszych symboli miasta.
Wieża telewizyjna (Fernsehturn), najwyższy budynek Berlina.
Ratusz Berliński
Flaga Berlina na szczycie ratusza.
Tablica informacyjna przy wejściu do metra berlińskiego. Ziel to kierunek, abfahrt - czas do odjazdu.
Berliński autobus.
Przystanek autobusowy na przedmieściach miasta.
Flaga na niemieckim parlamencie
Brandenburger Tor nocą
Fragment muru berlińskiego
Fragment muru berlińskiego
Znak na przystanku autobusowym.
Skrzynka pocztowa. Wlot "Andere Postleizahen" - listy poza Berlin, "Postleizahen 10000 - 16999" - do Berlina.
Automat do sprzedaży znaczków pocztowych.
Pociąg metra na stacji końcowej.
Wejście do metra na głównym placu miasta.
"Okno Berlina" w metrze.
Kierunkowskazy.
Logo niemieckiej kolei na wagonie z lat 50.
  Stacja kolejowa.
 Ampelman (ludzik z komunikacji miejskiej) w zielonej karnacji...
...i w czerwonej karnacji
















Wszystkie zdjęcia mojego autorstwa. (c) k-myslenia.blogspot.pl

World Happiness Report

John Helliwell, Richard Layard i Jeffrey Sachs na zlecenie ONZ przygotowali raport pokazujący "szczęśliwość" poszczególnych krajów świata. Według raportu najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi są Skandynawowie i mieszkańcy państw uznawanych za związane z USA:

Polska została umieszczona na 53 miejscu, za np. Gwatemalą, Salvadorem czy Tajwanem, ale przed Rosją, Portugalią czy Iranem.

Raport (po angielsku) można pobrać z tej strony.

Dzięki.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Pomysły na zajęcia dodatkowe - cz. 2

3. Harcerstwo
Jeszcze kilkanaście lat temu każdy chłopiec był albo ministrantem, albo harcerzem, albo i tym i tym. Teraz harcerstwo uważane jest za przeżytek, jest to podobno grupa gdzie się tylko zbiera i śpiewa piosenki przy ognisku. Harcerstwo jednak jest teraz bardzo dużą i dynamiczną organizacją. Sam, jako brat dwóch harcerek, pomagałem np. przy rozwożeniu paczek świątecznych dla dzieci z ubogich rodzin czy uczestniczyłem w obozach, więc wiem, że jest to bardzo fajna organizacja. Niestety jednak, w mojej okolicy nie działa drużyna harcerska dla gimnazjalistów, więc nie jestem harcerzem.

4. Redagowanie gazetki szkolnej
To jest jedna z najbardziej pracochłonnych funkcji, jaką aktualnie pełnie. Jako, nazwijmy to "redaktor graficzny" składam artykuły w jedną gazetkę, dorabiam zdjęcia... Jest to też praca, w której jest się zależnym od innych. Nie mogę sam napisać całej gazetki, więc muszę czekać, aż swoje artykuły napiszą inni. A ci "inni" zazwyczaj nie mają czasu, nie chce im się... Większość redaktorów wysyła artykuły w ostatnim dniu przed terminem, co oznacza, że mam najwyżej kilka dni na złożenie gazetki. A to jest trudne, po trzeba skleić artykuły, zdjęcia, szatę graficzną i całą resztę tak, żeby to ładnie wyglądało wydrukowane. Chociaż i tak, niezależnie od tego jak to zostało złożone, słyszę szereg zażaleń w stylu "dlaczego mój artykuł jest tak daleko/wcześnie/z takimi zdjęciami/tylko na połowie strony...".

sobota, 21 kwietnia 2012

Cytat z "Coś Mocniejszego"

Pomysłów nie będzie z braku czasu, za to znalazłem bardzo ciekawy cytat w "Coś Mocniejszego". Otóż tak na prowincji zwraca się policja do ukrywającego się złodzieja:

" - No, kuźwa, mamy was, chuju! - oznajmił tubalnie gruby, kiedy stanęliśmy przed drzwiami. - Wyłaźcie stamtąd zaraz, zanim wam dupę urwę! Szybko, władza do was mówi, chuju!Kuźwa jednakowoż polecenie władzy zignorował, więc gliniarze zniknęli w szopie. Rozległo się głuche plaśnięcie, urwany krzyk i po chwili stróże prawa wywlekli dwóch chudych, wyniszczonych facetów o mordach ostatnich degeneratów, co zresztą akurat w okolicach Wujasic trudno było uznać za cechę dystynktywną."

Pomysły na zajęcia dodatkowe - cz. 1


Jakiś czas temu zostałem zmuszony do "poszukania sobie nowych zajęć pozaszkolnych". W związku z tym "przetestowałem" kilkanaście, albo nawet kilkadziesiąt różnych pomysłów. Opiszę część z nich.

1. Ministrantura.
Z ministrantami jestem związany od kilku dobrych lat. Ta "robota" polega na służeniu przy mszy świętej, pomaganiu księdzu, sprzedaży prasy katolickiej, chodzeniu na zbiórki... Taka "druga szkoła", gdzie trzeba wiedzieć co, po czym, w jakiej kolejności i z którą rzeczą. Zaletą jest natomiast to, że nie nudzi się przez godzinę w niedziele siedząc w ławce i śpiewając, a robi się coś (dla mnie) ciekawego, dynamicznego.

2. Neokatechumenat
To też jest związane z kościołem, jest jednak zdecydowanie mniej popularne. Jest to ruch, który swoje msze święte sprawuje według starego, żydowskiego obrządku. Dlatego też liturgię zaczyna się o 20:00 lub nawet później, po zachodzie słońca, a przed Niedzielą Wielkanocną neokatechumeni zbierają się po wielkosobotniej mszy świętej i modlą się do 5 nad ranem, po czym udają się na rezurekcję. Komunię przyjmują pod postacią chleba (takiej miękkiej "buły" zrobionej z mąki i cukru, bez żadnych dodatków) i wina (wytrawne, i to aż za bardzo...). W ruchu tym nie podoba mi się to, że trzeba się w nim często, długo i porządnie udzielać, a ja niestety takich możliwości nie mam.

Kolejne pomysły jeszcze dziś.

Mafia i europosłowie

Czy wiecie, że jeden z włoskich europosłów musi wszędzie chodzić z obstawą? Sycylijska mafia wydała na niego wyrok śmierci za wsadzenie jednego z ich kompanów za kratki i kilkakrotnie próbowała już go wykonać, więc dla własnego bezpieczeństwa europoseł jest monitorowany 24h/dobę, nie może się też np. kąpać w morzu, do którego od domu ma 500 metrów...

piątek, 20 kwietnia 2012

Część opowiadania z książki "Coś Mocniejszego"

Cały pech z oszołomem polegał na tym, że facet zadzwonił w najmniej odpowiedniej chwili. Dziesięć minut wcześniej czy później miałbym dość przytomności umysłu, żeby go spławić albo podrzucić Prorokowi. A przynajmniej żeby od razu wyciągnąć z niego coś konkretnego i wiedzieć zawczasu, czego się spodziewać.
Inna sprawa, że oszołomy nigdy nie dzwonią w odpowiedniej chwili. W ogóle, gdyby nie oni, „Gazeta Narodowa" byłaby dwa razy sympatyczniejszym miejscem pracy. A tak - połowę każdego dyżuru zabierało opędzanie się przed korowodami osobników, którzy rzucając dokoła czujne, szybkie spojrzenia, informowali zdławionym szeptem, że jeden z Kaczyńskich naprawdę nazywa się Szlingwajn albo że Olszewski ma w zębie nadajnik, przez który go kontrolują. Oczywiście wiedziałem, że trzy czwarte z tych biednych staruszków przeszło jeśli nie przez Sybir, to co najmniej przez Wronki i że przeżyli tam rzeczy, od których każdy by sfiksował.
Za każdym razem starałem się wzbudzić w sobie ewangeliczną życzliwość i cierpliwość. Ale od czasu do czasu mi się to nie udawało. I ten facet trafił na taki właśnie moment; akurat chwilę po tym, jak odwinąłem śniadanie z papierowej serwetki.
Ściślej mówiąc, nie chodziło o samo śniadanie. Śniadanie jak śniadanie - bułka z wędliną i masłem, stwardniałym na kamień od leżenia w redakcyjnej lodówce. Chodziło o to, że tego dnia razem z kanapką żona zawinęła obrazek. Oglądałem zaskoczony fotografię modelki w seksownych czarnych koronkach, wyciętą, jak uznałem w pierwszej chwili, z katalogu bieliź-niarskiego.
Swoją drogą, miałem szczęście, że zabrałem się do bułki od właściwego końca. Gdybym najpierw zaczął jeść i dopiero potem trafił pomiędzy warstwami papieru na kartonik, mógłbym się udławić z wrażenia. Wyłuskałem zdjęcie z ostrożnością sapera; nie znikało. A bielizna dziewczyny na fotografii, gdy popatrzeć uważnie, okazywała się jeszcze bardziej frywolna niż na pierwszy rzut oka. Fotkę wydrukowano na cienkim, sztywnym kartonie; na rewersie nie był zadrukowany, więc moja ślubna nie wycięła go z katalogu, tylko z pudełka. Dziennikarstwo jednak rozwija rozum: wydeduko-wanie, gdzie obecnie musi się znajdować zawartość tego pudełka, zajęło mi zaledwie parę sekund. Obracałem kartonik w ręku, śliniąc się bezwstydnie do podsuwanej przez wyobraźnię wizji ukochanej w koronkowych luksusach i kombinując, pod jakim by tutaj pozorem urwać się z redakcyjnego dyżuru, najlepiej już i natychmiast.
I w takiej chwili sekretariat połączył oszołoma. Kto na moim miejscu nie potraktowałby go równie oschle, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jak większość oszołomów, dyszał ciężko w słuchawkę.
- Pan Aleksandrowicz?
-Tak.
- Rafał Aleksandrowicz?
- Tak, słucham - wysiliłem się na uprzejmy ton.
- Przeczytałem pański artykuł. Ten z okazji uruchomienia zintegrowanego systemu komputerowego.
- Gratulacje.
- Był pan bardzo blisko prawdy. Myślę, że pan jeden może zrozumieć sprawę. Widzi pan, ja wiem, co to za diabeł tak rozrabia na giełdzie.
To był właśnie ten moment, w którym należało przejść do kontrofensywy: wytłumaczyć facetowi, że dodzwonił się do niewłaściwej osoby w niewłaściwym czasie, że człowiek zajmujący się u nas giełdą wyjechał na leczenie klimatyczne, skąd wróci dopiero na wiosnę, jeśli go wcześniej nie zjedzą krokodyle, i tak dalej. Ale ja milczałem, mając myśli zajęte czarnymi koronkami.
- Pan to musi napisać - oszołom korzystał z mojego milczenia. - Tylko panu jednemu powiem, zresztą nikomu innemu by nie uwierzyli. Halo? Halo?
- Tak, słyszałem. Chce pan, żebym to napisał. Ale co?
- O nich! - wpadł w furię, ni stąd, ni z owąd, jak to oszołomy. - Żeby ludzie zdawali sobie sprawę, co się dzieje! Muszą się dowiedzieć! Ja panu wszystko opowiem, a pan napisze i wydrukuje - sapał, jakby ukończył właśnie maraton. - One, proszę pana, nie działają przypadkowo. Te spółki, po kolei, kiedy się przejrzy ich listę... Przejrzał pan? Teraz już widać, o co im chodzi. Ale to nie z żadnego altruizmu, o nie, one myślą tylko o sobie. Tylko niech pan nie sądzi, że zwariowałem.
- Uhm.
- Nie wierzy mi pan, co? Ale ja pana przekonam. Na dzisiejszej sesji, zobaczy pan, padnie Euromex. Wydaje się, że stoi świetnie, a padnie. A potem to się dopiero zacznie. Niech pan do mnie przyjdzie, jeszcze dzisiaj.
- Słucham?
- Mówię, żeby się pan pośpieszył! Adresu panu nie podam, umówimy się na mieście, koło Warsa. Najlepiej niech się pan po prostu przechadza dookoła Rotundy. Podejdę, jak się upewnię, że nikt za panem nie idzie. Pan sobie nawet nie zdaje sprawy, jakie one potrafią być przebiegłe...
- Wie pan, zróbmy inaczej - trzeba było przejąć inicjatywę. - Niech pan to wszystko napisze i przyśle mi na adres redakcji pocztą.
- Pocztą? - wydawał się zdruzgotany moim brakiem zainteresowania.
- Albo proszę przyjść samemu - westchnąłem z rezygnacją. - Mam następny dyżur w poniedziałek.
- W następny poniedziałek, to... przecież, panie redaktorze, mówię: ja wiem, kto to robi! Przecież pan musi to napisać, póki czas!
- Bardzo mi przykro. Naprawdę nie mam kiedy się z panem spotkać.
Milczał przez chwilę.
- Dobrze. Sam pan zobaczy. Euromex, na dzisiejszej sesji. Jeszcze pan zmieni zdanie.
Odłożył słuchawkę. Ano, jeden wariat scedzony. Niestety, nie przybliżyło mnie to do zakończenia dyżuru. I nie zapowiadało się, żeby przyszedł ktoś, na kogo można by go przewalić.
Westchnąłem ciężko i aby jakoś oderwać umysł od prześladującej go wizji, zabrałem się do przyniesionej z sekretariatu korespondencji.
„Panie Aleksandrowicz! - pisał czytelnik. - Przestań się pan wreszcie czepiać Żydów. Pan nawet w życiu nie widziałeś prawdziwego Żyda. U mojej matki w Solcu Kujawskim mieszkało dużo Żydów, to byli wszystko ludzie ubodzy i pracowici. Pamiętam takiego szewca, Lejba Krojcbauma, bardzo porządny człowiek, miał pięcioro dzieci, wszystkich potem Niemcy... - przerzuciłem kilka stron gęsto zapełnionych wyraźnym pismem, typowym dla starszych ludzi, w poszukiwaniu konkluzji. Znalazłem ją w przedostatnim akapicie:
Zamiast się czepiać Żydów, pan napisz o Cyganach. Ta hołota nigdzie nie pracuje, tylko kradnie, a chodzą obwieszeni złotem. Mojej matce przed wojną kradli kury...”
Dalsza część e-mailem molek10@o2.pl
Łącznie 144 osoby (statystyka z dziś, z 21:20) weszły na tego bloga. Dziękuję bardzo!

Historia Listy Przebojów Trójki

Tu: http://www.polskieradio.pl/9/2050 można posłuchać kontynuacji "Trójki z dżemem", "To tylko tango, czyli 30 lat Listy Przebojów Trójki".

Słuchamy i zmieniamy :-) .

Na antenie radiowej Trójki rozpoczęła się właśnie jubileuszowa Lista Przebojów Trójki na 30-lecie audycji.

Blog tymczasowo zmienił kolorystykę na czarną. Kolorystyka będzie dalej zmieniana, aż znajdę jakąś ładną.

Książka - Rafał Ziemkiewicz, Coś Mocniejszego

W ostatnim czasie bardzo spodobały mi się książki Rafała Ziemkiewicza, najlepszą z nich jest "Coś Mocniejszego". W książce znajdują się opowiadania o pewnym dziennikarzu, Rafale Aleksandrowiczu, który pracuje w "Gazecie Narodowej" ("Rzeczpospolitej" :-) ), i często "przychodzą do niego materiały". Zmaga się z takimi problemami, jak krach na giełdzie, handlowanie magią, opanowywanie rynku przez "Ojca Muchomorka i Radio Alleluja" Cała książka napisana jest barwnym (z przekleństwami) i żywym językiem, a w jej trakcie pojawia się wiele nawiązań do realistycznych ludzi i zdarzeń. Przykład? "Kurwa, władza do was mówi, huju" - tak wyraża się policjant do wieśniaka plądrującego szopę "Svana Svarovskiego", pisarza, który zaszył się w małej wsi Wujasice, a o którym Aleksandrowicz chciał porozmawiać i próbować rozwinąć swoją karierę jako literat.

Bardzo polecam tą książkę, jej e-booka mam i mogę udostępnić: molek10@o2.pl - jest krótka, 200 stron. Muszę tylko to ładnie oprawić.

Dzięki!


Reklama

http://szary-sznur.blogspot.com/ - to jest blog jednego z moich przyjaciół ze szkoły. Może komuś się spodoba...

środa, 18 kwietnia 2012

Kolejny fragment książki

To jest kolejny, trochę już dłuższy fragment książki.

- W imieniu Samorządu Szkolnego rozpoczynam posiedzenie sądu szkolnego w sprawie kradzieży 1000 złotych. Proszę wszystkich o powstanie. - powiedział Adam.
- Dziękuję - powiedział Filip. - Proszę oskarżonego o powstanie.
Miłosz wstał.
- Nazywa się pan Miłosz i ma 13 lat?
- Tak.
- Co robił pan w chwili kradzieży?
- Latałem, a co?              
- Co pan naprawdę robił w chwili kradzieży?
- Naprawdę byłem w szkole.
- I?
- Byłem na kole chemicznym z panem sędzią.
- A potem?
- Pojechałem do domu.
- Masz bilet?
- Miesięczny.
- Czyli nie masz alibi?
- Dokumentnego nie.
- Proszę o odtworzenie dowodu numer 1.
Na ekranie ukazał się film z Miłoszem forsującym zamek do drzwi kasy szkolnej.
- A jak się pan odniesie do tego?
- Co się tam dalej dzieje?
Miłoszowi nie udaje się sforsować zamka. Odchodzi. Po chwili w polu widzenia kamery pojawia się Max, przechodzący przez korytarz. Kilka minut później przez drzwi od kasy wychodzi... Bruno, rozmawiając z Adamem, trzymającym kasetkę.
- To nie ja. I co?
- Mamy trzech oskarżonych. Oskarżam Miłosza o próbę kradzieży, Bruna o pomoc w kradzieży i Adama o kradzież.
- I co nam zrobisz? - zapytali jednocześnie Bruno i Adam.
- Usiądźcie obok Miłosza.
Z ociąganiem usiedli obok niego.
- Potrzebujemy oskarżyciela. Niech to będzie Jonasz.
- Niech będzie. Adam, Bruno - przepraszam...
- Za co?
- Nie zdążyłem podmienić nagrania...
- Usiądź na ławie oskarżonych. Zarzut taki, jak u Bruna. I co z tym oskarżycielem?
- Wybierz kogoś.
- Jako oskarżyciela wybieram Kubę.
- Mnie? Nie!
- Dlaczego?
- Bo się boję, że mi coś zrobią.
- Dobra, powiedzmy, że to będzie Max.
Max tymczasem słuchał muzyki na słuchawkach. Kiedy usłyszał swoje imię, z rozpędu zaśpiewał:
- Żyje w kraju, w którym chcesz mnie zrobić w chuja...*
- Max!
- Już, już.
- Proszę o dowód numer 2.
Na ekranie laptopa pojawił się blue screen, po czym komputer się zrestartował.
- Co z tym dowodem?
- Zaraz będzie. O, jest!
Ekran pokazał film sprzed szkoły, nagrany popołudniu. Pojawił się na nim najpierw Max, potem Filip, a jakiś kwadrans później Miłosz, Bruno, Adam i Jonasz trzymający w ręku kasetkę.
- Co oskarżeni mają do powiedzenia w związku z tym dowodem?
- To jedno wielkie kłamstwo! Ktoś - tu wskazał na sędziego - próbuje nas wrobić.
- Nie masz na to dowodów.
- A właśnie, że mam! - wskazał pendrive.
- Co ty tam masz?
- Proszę o dopuszczenie dowodu.
- Dopuszczam dowód.
Ekran wyświetlił Maxa, Filipa i Rafała.
- Jak ich tylko poniżyć - powiedział Max.
- Może ich w coś wrobić? - powiedział Filip.
- Kradzież byłaby niezła - powiedział Rafał.
- Kasa z komitetu! - wykrzyknął Max. - To im da za swoje.
Na tym film się skończył, ponieważ sędzia nacisnął guzik "pauza" na ekranie komputera.
- Sąd nie będzie słuchał takich głupot. Poza tym, mój głos nie jest syntezatorem mowy Ivona.
- Nieźle to zmontowałeś, nie ma co. - Bruno wskazał Jonasza.
- Mogłeś sam to zrobić.
- Jak się nie uciszycie, będę musiał wam powiększyć zarzuty.
Nastała cisza.
- No. Teraz sąd uda się na naradę.
- A przesłuchanie świadków? - spytał Bruno?
- Masz jakiś?
- Kacpra.
- Ja nic nie wiem, ja nie słyszałem.
- Cicho... Zapłaciłem ci przecież...
- Czy sąd właśnie odkrył akt korupcji?
- No niestety.
- Oskarżam Kacpra o przyjęcie łapówki i pomoc w kradzieży. Usiądź na ławie oskarżonych. Masz jeszcze coś do powiedzenia?
- Nie.
- Ogłoszenie wyroku nastąpi po naradzie.

* Fragment piosenki zespołu Strachy na Lachy "Żyje w kraju".

wtorek, 17 kwietnia 2012

Mój kanał na youtube.

http://www.youtube.com/Kacper745 - tu znajduje się moje konto na youtubie, gdzie zamieszczam różne filmy. Zapraszam do oglądania (jak na razie tylko 20 nagranych reklam).

Fragment książki

Jest to fragment książki, którą piszę w czasie wolnym. Jak się spodoba, wstawię jeszcze trochę.

- Zostaliście tu przyprowadzeni, ponieważ zostaniecie wcieleni do młodzieżowej komórki szpiegowskiej. Nikomu z was nie wolno powiedzieć o tym, czego tu się dowiecie. Zrozumieliście?
- Tak - powiedział Max.
- Tak - powiedział Rafał.
- Tak - powiedział Marcin.
- Tak - powiedział Filip.
- Na terenie szkoły będziecie normalnymi uczniami - zaczął. - Ale po niej zajmiecie się paroma sprawami, takimi nienormalnymi dla uczniów czy ludzi w ogóle.
- Jakimi? - zapytał Filip.
- Różnymi. To zależy od aktualnej sytuacji międzynarodowej.
- ???
- Konflikty międzynarodowe.
- My? Ale do czego my się tu przydamy?
- Zobaczycie. Na razie musicie się trochę pouczyć tego fachu. Powiedzmy, że to będą takie zajęcia dodatkowe.
- A czego my się będziemy uczyć?
- Używania pistoletów, materiałów wybuchowych... Będziemy musieli wam coś później "zamontować".
- To kiedy i gdzie te zajęcia?
- Jutro o... 16:00. Pasuje?
- Pasuje.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Ale nudy...

Właśnie patrzyłem na statystyki bloga. Dzisiaj już 7 wejść, wczoraj 14, w sobotę 1, w piątek 5... Łącznie 107 wejść. Czyli ktoś tu kiedyś wszedł...

Za oknem pada, pada, pada, wszyscy albo kują do sprawdzianów, albo są chorzy, ze 105 znajomych na FB aktywnych jest 11, i to takich, z którymi nie piszę, odwołali mi zajęcia wieczorem... Po prostu mogę już się umyć i iść spać, bo nic a nic do roboty nie mam. Może przynajmniej napiszę kolejny rozdział książki... Niedługo fragment opublikuję.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Taka tam ciekawostka.

Podczas Igrzysk Olimpijskich nazwy stacji metra w Londynie zmienią nazwy z http://urbanrail.net/eu/uk/lon/all-london-map.htm na nazwiska sławnych sportowców występujących na igrzyskach w dawnych latach:http://shop.tfl.gov.uk/SiteData/Root/File/Olympic%20Legends%20Map%20Sample2.pdf . Wśród nazw znajdują się: Irena Szewińska, Waldemar Baszanowski i Robert Korzeniowski.

sobota, 14 kwietnia 2012

Ekonomia - "lokaty bez podatku"

Lokata to takie konto, na którym zarabia się poprzez trzymanie na nim pieniędzy. Muszą one tylko leżeć przez określony czas w banku, po czym klienci je odbierają z odpowiednimi odsetkami, od których odejmowany jest podatek. Niektóre reklamy głoszą jednak, że bank ma w ofercie "lokaty bez podatku". Oznacza to, że odsetki nie są naliczane (jak zazwyczaj w lokatach) co miesiąc, a codziennie. Dzięki temu doliczane są małe kwoty, których nie da się opodatkować (jak opodatkujecie 2 grosze?), a więc pieniądze z tytułu podatku nie są zabierane.

Dzięki.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Koniunktura

W poprzednim poście napisałem "Pan Jezus oczywiście dokonał tego cudu po to, żeby nakręcać koniunkturę gospodarczą!". Co to jednak jest ta koniunktura? To jest ruch na rynkach. Kiedy koniunktura jest niższa, mniej można zarobić, giełda zamiera. Kiedy jest wysoka, maklerzy siedzą przy komputerze praktycznie 24h. Można zarobić krocie, ale i maklerzy nie mają na nic poza giełdą/rynkiem czasu. Koniunktura jest niewymierna, tj. nie można jej zmierzyć. Można tylko powiedzieć, czy jest niższa, czy wyższa niż ostatnio.

Dzięki.

Święta, Święta i po Świętach

Po świętach wielkanocnych tak z połowa społeczeństwa w pracy lub w domu leży, przysypia i ma wszystko w d... Większość ludzi nie myśli już o tym, że w Święta mamy przeżywać Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, a o tym, jak w te święta najmniej zgrubieć i w jaki sposób wymigać się od kolejnej imprezy rodzinnej. A jak nie to, to przynajmniej trzeba na tym biznes zrobić. Pan Jezus oczywiście dokonał tego cudu po to, żeby nakręcać koniunkturę gospodarczą! Święta Bożego Narodzenia są bardziej przereklamowane od Świąt Wielkanocnych, ale i tak praktycznie nic już nie mają z rodzinnej atmosfery.

Dzięki

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Życzenia

Wszystkim czytelnikom życzę Szczęśliwych, Wesołych i Radosnych Świąt Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

piątek, 6 kwietnia 2012

Ekonomia - Denominacja.

Co to jest denominacja? Kiedy pieniądz jakiegoś państwa po "sezonie" wzrostu cen wyrażany jest z kilkoma zerami na końcu, jest to niewygodne. No bo komu by się chciało liczyć według cennika:
Zapałki - 100 zł
Bułka - 250 zł
Chleb - 1000 zł
Samochód 950.000.000 zł
Powyższe ceny były kiedyś w Polsce, kiedy podczas hiperinflacji ceny rosły w tempie nawet 500% miesięcznie. Denominacja usuwa te zera, obcina je. Np. w Polsce skreślono w ten sposób cztery zera:
10000 - 4 zera = 10000 = 1.

Dzięki.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Wielka noc reklam

Wielkanoc, najważniejsze święto dla katolików, od kilkunastu lat jest także jednym z największych okazji do zrobienia kasy. Przecież coś na Wielkanoc jeść trzeba, a i króliczek coś przynieść musi... Wielkanoc nie jest tak skomercjalizowana jak Boże Narodzenie, ale taka być zaczyna. Ostatnio co chwilę powtarzają się reklamy "X życzy Wesołych Świąt", "Happy Easter"... Na każdym święcie próbuje lub próbowało się zarobić, czasami z niezłym, a czasami z katastrofalnym skutkiem. Ale niezależnie od filmów i programów TV czy promocji w supermarkecie, święta te mają za zadanie zbliżyć do siebie ludzi i przeżywać mękę, śmierć i zmartwychwstanie Pana Jezusa. Telewizja czy reklamy w tym przeszkadzają, a nawet to uniemożliwiają.

Dzięki.

środa, 4 kwietnia 2012

Co to jest inflacja?

Inflacja to jeden z czynników, na który premier reaguje źle, kiedy wzrasta. Inflacja wyraża bowiem średni wzrost cen w Polsce. Kiedy inflacja jest wysoka, ceny szybko rosną. Kiedy jest niska, ceny rosną, ale w miarę niezauważalnie. Kiedy jest deflacja, wszyscy się cieszą, ponieważ jest to spadek cen. Ale taki spadek nie jest zbyt dobry dla naszej gospodarki, ponieważ daje jej mniej pieniędzy, które później przeznacza na drogi/koleje/samoloty... I tak źle, i tak nie dobrze. Jeśli chcecie, abym wyjaśnił jakieś pojęcie ekonomiczne, napiszcie w komentarzach pod notką.

Dzięki.

Co to znaczy "demokracja"?

Demokracja to niby państwo, w którym wszyscy obywatele głosują. Ale jest to tylko hasło. Przecież Korea Północna czy Białoruś to też państwa demokratyczne. A tam w ogóle ktoś poza władzą ma coś do powiedzenia? Nie! Demokracja działająca to taka, jaka jest w Polsce, USA, Niemczech... Chociaż w różnych państwach na różny sposób. Na przykład w USA wybiera się elektorów, którzy głosują w wyborach. Niestety, mimo tego, że demokracja istnieje, dalej w różnych państwach są dyskryminowani imigranci, ludzie o innym kolorze skóry, "gorsi". Nie ma żadnych gorszych i lepszych ludzi, wszyscy mieszkańcy są równi i będą. Aperheid się skończył!

Dzięki

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Trójka z dżemem - palce lizać

http://www.polskieradio.pl/9/Audycja/8444 - takie spojrzenie na pracę w radiu z trochę innej perspektywy. Audycja opowiada historię programu (Trójki) i anegdoty o niej.

Radio - co to jest?

Radio, w przeciwieństwie do telewizji, jest bardzo ciekawym i ważnym wynalazkiem. W 28 stacjach, których mogę słuchać, znajdują się albo muzyka przerywana "najcudowniejszymi konkursami SMS" lub reklamami (czasami wydaje mi się, że muzyka to przerwa w reklamie) albo rzeczy, których nie trawię (Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus...). Są jednak takie, które puszczają coś sensowniejszego niż 10 (s)hitów w kółko. Np. Radiowa Trójka/Dwójka, Radio Warszawa... . Według mnie muzyka, audycje autorskie i porządna rozrywka są lepsze od "Mamusiu, a co mi przykleiłaś na piżamce?", szczególnie jeśli mają ciekawych prowadzących. A takich ma np. PR3 (kto nie zna np. Wojciecha Manna?).

Nie piszę od razu, że uważam Eskę czy RMF za szmirę, ale tego typu stacje nie podobają mi się zupełnie. Są w nim takie w nich fragmenty, których z chęcią słucham. Nie rozumiem tylko ludzi, którzy słuchają tego w kółko.

Dzięki.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Przemyślenia - telewizja

Co to, tak naprawdę, jest telewizja? Telewizja to jedno z najpopularniejszych, a zarazem najgłupszych wynalazków techniki. Telewizor ma 98% Polaków (badania GUS) i można tam obejrzeć wiele ciekawych programów, ale statystyczny 14 czy 15 latek wraca po szkole do domu, rzuca plecak w bok i włącza "Dlaczego ja?", "Trudne sprawy", "Ukrytą Prawdę", "Rozmowy w Toku". Czy ktoś kiedykolwiek czegokolwiek się z takich programów nauczył? Chyba tego, że najlepszym sposobem podrywu jest śpiewanie pod drzwiami, a Mięsny Jeż jest jedną z najlepszych potraw. Wśród siedmiu programów telewizyjnych dostępnych w moim telewizorze dwa popołudniami emitują telenowele, dwa docu-soapy, jeden - Tuska mówiącego "Będzie lepiej, wszyscy będą szczęśliwi, tylko potrzeba czasu" a dwie - powtórki "Klanu", "Plebani", "M jak Miłość", "Moda na Sukces"... Coś ciekawego? Nie. Oglądanie wieczorem - ok, potrafią wtedy lecieć ciekawe filmy. Ale popołudniami - same szmiry.

A jaki sens ma oglądanie seriali? To zależy, czy chcemy obejrzeć "Modę na sukces" czy "Ranczo". Są seriale, które są nieciekawe, nudne, powtarzalne. Bo przecież w 5619 odcinku "Mody na Sukces" dowiemy się, czy Forester ożeni się z Rickiem, co się stanie z Taylor czy dlaczego Spectra tak się zachowuje! Takich seriali nie da się oglądać (przynajmniej ja, mimo szczerych chęci, nie jestem w stanie wytrzymać więcej jak 5 minut). Za to są seriale z fabułą, inteligentne. Na przykład właśnie oglądam Ranczo (nie będę tłumaczył, o czym to, wszyscy powinni wiedzieć). Inteligentne, z humorem, dynamiczne... Serial nadający się do oglądania. Chociaż każdy serial staje się beznadziejny po stu-dwustu odcinkach, to są takie, które po 10 wyczerpują temat.

Dzięki.

Powitanie

Witam na moim blogu. Będę na nim zamieszczał wszystkie ciekawe/ważne rzeczy, które mi wpadną do głowy. Zapraszam do lektury.