sobota, 28 kwietnia 2012

Mały może dużo...

Na nowojorskim lotnisku LaGuardia 14-miesięczny szczeniak psa gończego Byrdie podczas załadunku do samolotu (jako bagaż do luku) uwolnił się z klatki i biegał po pasie startowym, paraliżując tym ruch lotniska. Ważący 13 kilogramów rozbrykany pies gończy nie był co prawda agresywny, ale próbującym go złapać pracownikom lotniska dał niezły wycisk. Imali się więc różnych sposobów, by go dopaść. Prosili. Ganiali. Starali się nawet uspokoić psiaka, podchodząc do niego na czworakach. Wszystko na nic. Po kilku minutach gonitwy, sfrustrowana obsługa lotniska uznała swoją porażkę i odnalazła 26-letnią właścicielkę psiaka, która nie wiedząc o przygodach swego pupila, spokojnie czekała na opóźniony start do Memphis. Psią panią zawieziono w miejsce, gdzie pies czekał już otoczony przez pracowników, którzy nie chcieli dopuścić do tego, by sympatyczny futrzak został wciągnięty do silników stojących w pobliżu odrzutowców.
- Byłam zdziwiona, że zdołał dobiec tak daleko, ponieważ samochodem było to dobrych kilka chwil jazdy - opowiadała Austin Varner w rozmowie z reporterem dziennika The New York Post, cytowanej przez Rzeczpospolitą.
Na widok swojej pani Byrdie natychmiast do niej przybiegł. Został zamknięty w klatce, którą dodatkowo zabezpieczono. Piesek i jego właścicielka wystartowali w końcu z Nowego Jorku z dwudziestominutowym opóźnieniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz